Wesoły punk-rock po polsku – tak najbardziej w skrócie można określić muzykę Kanalii. Bez kleju, śmierdzących gaci i ceglanek rzucanych w policyjne suczki. Zamiast tego mamy piwko, skakanie i - powieszą mnie za to – sporo pozytywu. Wszystko w jak najbardziej klasycznym wydaniu.
Nie będę prezentował biografii zespołu, bo nie znalazłem takowej:). Dość rzec, że zespół stanowi paru kolegów + dziewczę na wokalu. Kapela przycina sporo – łatwo nadziać się na Kanalię przeglądając plakaty koncertów. Na koncie są nagrania – warto posłuchać, stanowią bardzo zgrabna wizytówkę zespołu. Aha – zespół ciut po drodze zmienił wokala – Chyłkę zmieniła Betty.
Muza to prosty, energetyczny punk-rock w nieco „californijskim” wydaniu. Na pierwszy rzut oka – powinno pachnieć deskorolką, nie jabolkiem, ale tak jest nie do końca. Oczywiście, granie opiera się na prostych, typowych kółeczkach chwytów, w dodatku na durową, wesoła nutę. Perkusja nie kombinuje, kawałki od A do Z trzymają się twardo tempa 4/4, żadnych niespodzianek rytmicznych zespół nie ma zamiaru słuchającemu fundować. Ważniejsza jest melodyka wokalu. Fakt, że w niektórych miejscach natykamy się na zmianę motywu kawałków – np. wolne reggae przechodzi w szybsze, ska-podobne pykanie. Wszystko jednak z grubsza trzyma się jednej konwencji. Pani wokalistka śpiewa ładnym, czystym głosem, nacisk kładąc raczej na melodię, niż straszenie dzikim wrzaskiem:). W refrenach czasem usłyszymy chórek, który jest wymyślany jakby specjalnie po to, żeby cała publika mogła go nucić z zespołem. Za to porównanie dostanę po jajcach, ale miejscami przypomina mi to wczesne Łzy:) Ania Wyszkoni z kolegami też popełniała podobnie brzmiące kawałki, choć naturalnie tematyka kawałków była kompletnie odmienna.
No właśnie – teksty. Mocna strona zespołu. Jest prosto, bezpośrednio, na czasie i szczerze – młodzieżowo. No i ciut niegrzecznie. Wiadomo – czas podpalania samochodów ZOMO juz się skończył, to i tematy są ciut uwspółcześnione. Konsumpcja, pozerstwo, nieogolone dziewczyny (tak, tak:P) – o tym usłyszymy w nie do końca grzecznych słowach. Chociaż bardzo wulgarnie na szczęście również nie jest. Słowa prezentują prostotę punka, a jednocześnie mają na tyle ogródek, żeby nie zniechęcić szerszej publiki zbyt soczystą „kurwą macią”.
Zdrowy, punkowo – rockowy band grający i śpiewający swoje – to właśnie Kanalia. Bez wtapiania się w trendy, dopasowywania do tego, co modne, a jednocześnie wcale nie rozwydrzony w temacie „jacy my jesteśmy zajebiście offowi”. Grają na porządnym poziomie, na koncert na pewno każdy może się kopnąć, piosenki się zapamiętuje, teksty każdy zrozumie, a jednocześnie wcale to wszystko, chociaż takie "ładne" i "sofciarskie", nie jest błahe. Takie proste, prawda? A jakie, kurwa, rzadkie...
muzę znajdziecie na:
Dodaj swój komentarz