High on Fire to dosyć mało w Polsce znany zespół z USA, w którego składzie znajdziemy m.in. Matta Pike'a, gitarzystę kultowego już Sleep. Panowie rosną w siłę i dosłownie parę dni temu wydali nową płytkę- "Snakes For The Divine", którą mam przyjemność zrecencować. Przyjemność bardzo dużą, muszę dodać.
Muzę graną dość ciężko opisać, panowie są zdecydowanie ze starej szkoły napierdalania, ale w metalowym światku są znani i lubiani i grają trasy obok np. Converge. Grają coś, co w dużym skrócie można by nazwać Motorhead-stoner-metal, czyli mamy szybkie, niemalże thrashowe zapierdalanie, zaćpany groove a czasami srogie pierdolnięcie. Słowo, które ciśnie się na me usta po wysłuchaniu krążka brzmi "epickie", jednak nie w tym dla mnie negatywnym, pompatycznym znaczeniu- tu mamy coś więcej. Numery są potężne, długie i bardzo wiele się w nich dzieje. Przy tym nie nudzą i nie karzą się zastanawiać czy wokalista przypadkiem nie kupuje drugiego biletu do kina dla swojego ego.
Szczególnie do gustu przypadł mi numer tytułowy, dość początkowo dla nich typowy, ale potem zamieniający się w przepotężny riff z bujającą sekcją- wgniata w fotel! Wokale na pewno nie spodobają się wielu, Matt ma głos okrutnie przepity i zapierdolony, ale ma to swój urok, nadaje muzie dzikości i niesamowitego nieokrzesania. Brudne to jest jak cholera, ale tak, że nie masz ochoty się myć :)
Polecam również numer "How Dark We Pray", rozpoczynający się pięknym, rozbudowanym instrumentalem, czy też "Frost Hammer", wciągający niczym wielowątkowa opowieść a końcówka jest słodko narkotykowo- refleksyjna :) "Bastard Samurai" za to na pewno spodoba się tym, którzy tęsknią za Sleep, numer w przytłaczającym, starym stylu, z potężnym basidłem i wokalem niczym Godfather Lemmy.
Krążek podoba mi się dużo bardziej niż poprzedni, tam brakowało mi tego czegoś, tej chwytliwości i luzu, za dużo było galopady i rżnięcia po 3 chwytach. "Snakes..." ma to coś, ma tego ducha starej, ciężkiej i nieczytstej muzy, staje na przeciw pedantom i miłośnikom kryształku.
Słuchając tej płytki poczułem się jakbym miał znowu 12 lat i odkrył pierwszą płytkę Machine Head- nieokrzesana moc, rozpierdol w najwyższej postaci, bunt i czysta energia. Na prawdę wyśmienity, METALOWY krążek z zachowaniem rockowej tradycji!
Polecam wszystkim, i tym co stonera kochają, i tym co go nie znają, i tym co go nienawidzą :)
Na tease- Frost Hammer:
Wiśnia dla rockfan.pl
Zajebiste
Zajebiste
Dodaj swój komentarz