Czyli parę banalnych tricków, które ułatwią Ci życie. Zwłaszcza podczas koncertu.
1. Kabelek gitarowy bardzo lubi się plątać i łamać. Zgodnie z prawem Murphy'ego - ZAWSZE owinie się dookoła nogi na chwilę przed podskokiem, a kolega z zespołu ZAWSZE nadepnie na niego w tej samej chwili. Drania można załatwić w bardzo prosty sposób - wystarczy biegnący "od spodu" przewód przełożyć najpierw nad paskiem od gitary, a potem dopiero wetknąć do gniazda. Teraz niech sobie depczą - co najwyżej się wywrócisz, ale gniazdo będzie całe!
2. Nic nie jest tak zabawne i rozweselające, jak widok mikrofonu z wyrwanym kanonem chwilę po tym, jak jakiś nawalony kolo z publiki wlazł na scene i zahaczył nogą o przewód. Można tego uniknąć - wystarczy przed chwyceniem mikrofonu w grabule owinąć sobie 1-2 zwoje kabla na dłoni, którą trzymasz majka.
3. Jak lubisz poskakać i powędrować po scenie - koniecznie owiń kabel gitarowy dookoła wzmacniacza (na ogół wystarcza puścić przewód do tyłu i przełożyć pod spodem wzmaka). W przeciwnym wypadku podczas zabawy w Johny'ego Walkera nagle wiosło przestanie Ci grać, a kabelek będzie ciągnął się za tobą, niczym tren za panną młodą.
4. Nie uwierzysz, ale kable oparte na XLR-ach (inaczej zwanych kanonami) można łączyć ze sobą do woli, aż uzyska się pożądaną długość! Niesłychane, prawda!!??
5. Jeśli katujesz ludzi efektami podłogowymi, tudzież kaczuszką - zawsze kupuj dwie baterie do tegoż urządzenia. Zgodnie z w/w Murphy'm - jeśli liczysz na zasilacz wiedz, że na pewno liczba gniazd w przedłużaczu będzie właśnie o jedno zbyt mała. Bateryja pomoże skutecznie rozwiązać ten problem - tylko zmień przynajmniej raz na tydzień!
6. Nieważne, jak dokładnie i jaka metodą zwiniesz kabel - i tak w torbie/skrzynce/kieszeni/pokrowcu zwinie się i splącze w nieprawdopodobie złośliwy sposób ze wszystkim, co będzie w jego pobliżu. Zabawy pod tytułem "Ja i moje spaghetti" unikniesz pakując każdy kabelek w osobny woreczek plastikowy. Może być obleśny - ważne, żeby oddzielał kabelek od reszty zbyt przyjaznych rzeczy.
7. Zawsze warto mieć przynajmniej jeden, wyłącznie własny kabel - jeśli liczysz na to, "że się pożyczy" - będziesz grał 30 cm od pieca - bo tylko taki ci dadzą. Jak masz juz własny, wymarzony przewód - bądź ch*j i nie pożyczaj. Jak będziesz uprzejmy i miły - pozostaniesz uprzejmy i miły, a ktoś będzie się cieszył z nowego kabla...
8. No i oczywiście prośba od Światowego Stowarzyszenia Nagłaśniaczy, Akustyków i Dźwiękowców - jeśli masz sprzęt wymagający jakiegoś zajebiście oryginalnego kabla lub końcówki - weź taki ze sobą, albo chociaż poinformuj nieco wcześniej, że taki jest potrzebny. To sobie zagrasz wtedy:PPP.
Dodaj swój komentarz